Skocz do zawartości

Close Open
Close Open
Zdjęcie

Klaudia 505-531-610 505-578-176Strzeszyńska


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1
Zbychu_K

Zbychu_K

    Świeżak

  • user
  • 8 postów
  • Dołączył: 18-04-2015
  • Płeć:Facet
Numer telefonu: 505-531-610 505-578-176

Witam,

na wstępie dwa słowa do szanownego Moderatora: Ponieważ temat panny, której zamierzam poświęcić niniejszą recenzję, mimo że rozpoczęty falstartem i przeniesiony do Utylizatora  został już bądź co bądź poruszony, nie chcąc niepotrzebnie robić bałaganu podaję link do tematu i proszę o przyporządkowanie go według uznania:

http://www.garsonier...ki-505-578-176/

Z góry dziękuję!

Może dostanę punkty za zbyt rozwlekłą wypowiedź i pieprzenie od rzeczy, ale w kontekście opisanych przeze mnie poniżej okoliczności, ma to dla mnie średnie znaczenie.

Czytałem regulamin, wiem, że na moim etapie „wtajemniczenia” wolno mi pisać tylko pełnowartościowe recenzje, a pełnowartościowa recenzja powinna być rzeczowa i treściwa.

Uznałem jednak, że aby oddać w pełni moje odczucia z tego spotkania muszę wdać się w detale i nakreślić kontekst, gdyż napisanie recenzji po łebkach nie spełniłoby swej roli, a w takim przypadku lepiej byłoby w ogóle nie siadać do pisania.

To tylko tytułem usprawiedliwienia.

A zaczęło się tak:

Przyszedł w życiu osobistym taki moment, że (jeśli mi się powiedzie w najbliższych dniach, to co sobie zaplanowałem) moja kariera koorwiarza dobiega właśnie końca i to opisane poniżej spotkanie będzie już ostatnim.

Postanowiłem po raz ostatni zaznać rozkoszy płatnego seksu i w ten sposób efektownie zwieńczyć wszystkie moje poczynania w tym zakresie.

W tym celu spędziłem kilka wieczorów wertując opisy na garsonierze oraz ogłoszenia na Roksie. Mimo, że założyłem sobie z góry na ten jeden raz nie stawiać sobie ograniczeń finansowych, to moje zainteresowanie wzbudził anons niejakiej Klaudii (100 zł. za godzinę, a więc jedna z najniższych stawek jakie da się spotkać).

Link: https://www.roksa.pl...se/pokaz/428560

Dlaczego mnie zainteresowała?

Liczyłem na coś nietypowego, a waga 86 kg., przy wzroście 160 cm., to faktycznie nieco egzotyczne zestawienie. Nie jestem wprawdzie wielbicielem kobiet XXL – lubię panie o wymiarach jak najbardziej przeciętnych, ale przecież przeciętność słabo się wpisuje w wizję ostatniego w życiu spotkania erotycznego za $. Poza tym dziewczyna z nadwagą kojarzyła mi się z opisywaną już przeze mnie bardzo pozytywnie Agnieszką vel Ewą, którą bardzo dobrze wspominam.

Gwoli prawdy: Klaudia była drugą na liście, ale pierwsza nie odbierała, więc padło na nią.

Pierwszego telefonu (505-531-610) nie odebrała, ale oddzwoniła po chwili z numeru: 505-578-176, prosząc, żebym to ja z kolei oddzwonił. Wypowiedziała wówczas tylko jedno zdanie, ale już sam jej głos brzmiał raczej zachęcająco niż zniechęcająco (ale znowu bez przesady – nie stanął mi na baczność na sam dźwięk).

Przekręciłem więc do niej informując, że jestem tym, który właśnie próbował się skontaktować z nią pod numerem tel. 505-531-610 i upewniłem się przy okazji, że na pewno jest tą laską, o której myślę, a więc Klaudią z Podolan. Odpowiedź: „No dobrze”, trochę mnie zastanowiła, ale brnąłem dalej. Umówiliśmy się na dwudziestą piętnaście. Podała mi też adres: Strzeszyńska 67 koło Galerii Podolany (przy okazji ja, stary poznaniak, dowiedziałem się, że istnieje coś takiego, wśród wszechobecnego natłoku centrów handlowych). Z rozmowy wydawała się ogólnie raczej normalna, rzeczowa, ale jakby lekko „ospała”.

Pojechałem tam na umówioną godzinę. Miejsce do zaparkowania złoma bezproblemowe. Blok stoi bezpośrednio przy galerii, więc stanąć można na parkingu centrum handlowego. Jeśli ktoś chce być w porządku i nie zajmować miejsca przeznaczonego, jakby nie było, dla klientów galerii, to w promieniu kilkuset metrów da się znaleźć wygodne miejsce – w końcu to Podolany, a nie śródmieście. Ja akurat byłem z czasem na styk, a że nie lubię się spóźniać, więc zajechałem w drodze wyjątku na parking galerii.

Będąc już pod blokiem wykonałem ponownie telefon (panna sprawiała wrażenie lekko zdziwionej, że w ogóle dotarłem) i zostałem precyzyjnie poinstruowany, jak się do niej dostać.

Wszedłem do klatki, wybrałem numer na domofonie, zostałem wpuszczony do środka i zacząłem podróż po schodach do krainy mojego ostatniego (mam nadzieję) spotkania ze światem uciech cielesnych za pieniądze. Blok zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz można uznać za bardzo nowoczesny: podłoga i schody wyłożone płytkami lepszego gatunku, nowoczesne, tzw. designerskie okucia, światła zapalające się na fotokomórkę i tego typu bajery.

Po naciśnięciu dzwonka pod wskazanym adresem, drzwi otworzyła ukryta za nimi panna. Wygląd jej był taki jakiego się mogłem spodziewać. Zarówno 160 cm. wzrostu, jak i 86 kg. wagi na oko się zgadzało – ot, taka kuleczka. Wiek 33 lata nieco zaniżony, ale podane w innym znalezionym przeze mnie anonsie divy: https://www.roksa.pl...se/pokaz/357385 36 lat było już bliższe prawdy.

Twarz raczej zniechęcająca: poza tym że, jak się było można spodziewać z ogłoszenia, jak księżyc w pełni, to ozdobiona kilkoma pokaźnymi brzydkimi brodawkami, krzywymi zębami i dziwnymi „świdrującymi” (to chyba najtrafniejsze z szeregu dziwnych określeń jakie w tym momencie cisną się na usta) oczami. Wyraz twarzy przypominał przaśne chłopki z filmów folklorystycznych minionej epoki.

Otworzyła ubrana w lekką, ale długą suknię, kojarzącą się raczej ze scenografią w.w. filmów folklorystycznych niż strojem namiętnej kochanki.

A więc pierwsze wrażenie zdecydowanie na minus. I tak było już do końca, ale zostałem.

Czemu zostałem? Bo z zasady zawsze zostaję (tzn. „zostawałem”, bo przecież już kończę)!

Zaprosiła mnie do pokoju zwierzeń, gdzie padło dziwne pytanie: „To ile masz przy sobie najwięcej?” Odpowiedziałem, że sto złotych, bo tak było w ogłoszeniu, czekając na reakcję, która była jednak ospała, jak cała atmosfera spotkania: „No dobra”. Miałem przy sobie wprawdzie nieco więcej gotówki, ale przezornie zostawiłem większą część w aucie.

Po rozliczeniu zapytałem o możliwość skorzystania z łazienki (siku mi się tylko chciało!), lecz ona zrozumiała, że mam zamiar się wykąpać. Nie protestowałem, bo co mi szkodzi wskoczyć na chwilę pod prysznic.

Łazienka całkiem przyzwoita: wszystko nowe, ładne kafelki, duża kabina prysznicowa, wybór żeli. Jedynym akcentem, który mnie nieco zaciekawił była wanienka do kąpania niemowląt. Po dokładnej, acz udzielonej w dalszym ciągu tym dziwnym, sennym tonem instrukcji, jak korzystać z prysznica, opłukałem się i wyszedłem z łazienki. Panna stała już kompletnie rozebrana na korytarzu. Ogromna tusza nie miała w sobie ani grama erotyzmu, no ale w końcu się na to decydowałem i ze względu na te parametry pannę odwiedziłem, więc tego faktu nie mogę zaliczać akurat jako minus.

Pokój zwierzeń typowo nastawiony na masową robotę. Moją uwagę pochłonęła dziwna atmosfera spotkania, więc szczerze mówiąc nie skupiałem się na wystroju, ale wydaje mi się, że jedynym meblem było średnich rozmiarów łóżko. Nie przypominam sobie, żeby stała tam chociażby jakaś komoda. W kącie dostrzegłem jedynie walizkę podróżną na kółkach i kilka rzuconych luzem na podłogę ciuchów.

W pokoju lala zaczęła rozkazywać, ale raczej na wesoło i swobodnie, chociaż od początku odniosłem wrażenie, że panna ma coś nie do końca w porządku z psychiką. Jej beznamiętny ton, i jednocześnie wspomniane wcześniej (i podkreślane dalej) świdrujące oczy zapaliły mi czerwoną lampkę. Usiadła na łóżku, kazała mi stanąć przed sobą i zajęła się moim małym przyjacielem, który chyba się wystraszył, bo przez dłuższą chwilę pozostawał naprawdę mały.

Ręczną robotą postawiła go jednak w miarę szybko do pionu, opowiadając przy okazji różne mądrości życiowe, jak np. że „40 % facetów ma taki kształt jak ty, a 50 % na początku nie staje.” itp. Gdy już był sztywny, a guma na maszcie, a panna wzięła do buzi i zaczęła oralną zabawę (całkiem przeciętną – nie wyróżniała się ani na plus, ani na minus), zaproponowałem stosunek. Po wybraniu pozycji od przodu (choć ona sugerowała od tyłu), panna rozkraczyła się opierając się mocno swoją masywną nogą o ścianę i w tym momencie doszedł mnie wyraźny, typowo śledziowo-serowy smród niemytej pizdy. Myślałem, że zapcham go członkiem i wszystko będzie OK, toteż zabrałem się raźno do roboty. Panna leżała nieruchomo gapiąc się na mnie bezmyślnie tymi swoimi świdrującymi oczkami, co mnie powoli zaczynało peszyć. Do tego doszedł wspomniany już zapach, który tylko się nasilał. Ponadto tusza panny powodowała, że mój wacek kilkakrotnie wyskoczył ze szpary i wówczas pojawiały się coraz mocniejsze opary smrodu, który już w tym momencie na poważnie zaczął mi przeszkadzać.

Zdecydowałem, że chyba należy już kończyć „zabawę”. Wycofałem się więc i poprosiłem, żeby dokończyła ustami. Ponownie usiadła na łóżku, a ja znów stanąłem przed nią z kutasem w gumie świeżo wyciągniętym z pipy. I wtedy buchnął prawdziwy odór, jakiego jeszcze nigdy nie czułem. Jako młody chłopak spędzałem każde wakacje u wuja na wsi na Kujawach, gdzie pomagałem we wszelkich pracach gospodarskich z wyrzucaniem obornika i wywożeniem gnojówki włącznie, więc jakimś delikatnym, czy miękkim dydkiem nie jestem, ale to co poczułem wywołało u mnie trudny do powstrzymania odruch wymiotny. I, jak się nietrudno domyślić mój mały znów stał się godny określenia „mały”. Naprawdę trudno zachować stan podniecenia seksualnego, kiedy stoi się na baczność,  myśląc tylko o tym, żeby nie puścić bełta.

W gruncie rzeczy panna mnie nie wystawiła, bo spotkanie doszło do skutku, była na swój sposób kontaktowa, jakoś tam się starała, nie sprawiała wrażenia niedotykalskiej (chociaż o możliwość pocałunków i zabaw cycuszkami, które były nawet dość pokaźne,  nie pytałem, ponieważ sama fizjonomia laski od takowych poczynań raczej odpychała, a gdy wziąłem jeden cycek do ręki, pod spodem aż lepił się od potu), nie była chamska ani wulgarna. Nie chciałem więc jakoś stanowczo, czy nieprzyjemnie kończyć spotkania. Choć była to dla mnie niezręczna i zupełnie nowa sytuacja, stwierdziłem nieśmiało, że chyba dzisiaj coś mnie blokuje i nie dam rady. Tym „czymś” był, jak już wspomniałem całokształt wspomnianej dziewczyny. Poleciła mi jednak usiąść i zrelaksować się rozmową. Relaks w panujących warunkach był ciężki do osiągnięcia, ale ponieważ nie goniły mnie żadne pilne obowiązki postanowiłem zakończyć to już wtedy uznane za porażkę, nieudane spotkanie na jej warunkach. W sumie komu zaszkodzi parę minut rozmowy, nawet takiej o niczym, skoro już i tak wiadomo, że z seksu nic nie będzie.

I teraz uwaga Panowie – jeśli ktoś poszukuje mocnych wrażeń, niech nie wydaje kasy na horrory w kinie, tylko przejdzie się do Klaudii. Jej chore fantazje wystarczyłyby na fabułę do kilku filmów.

Wymuszona przez nią rozmowa zaczęła się od mojego pytania, które często zadaję prostytutkom z czystej ciekawości: „Czy przyjmujesz w mieszkaniu sama, czy z koleżanką?”. Sam fakt obecności w lokalu drugiej koleżanki po fachu nie ma dla mnie żadnego znaczenia, o ile nie dochodzą zza ściany jakieś dzikie odgłosy. Tu było jednak cicho. Już na wstępie Klaudia powiedziała mi wprawdzie, że nie jest sama w mieszkaniu, lecz pytanie zadałem tylko dla nawiązania dialogu. Na to pytanie padła odpowiedź, która sugerowała, że nie jest sama w mieszkaniu, ale jednocześnie, że nie ma tu żadnej koleżanki. Czyli kto jest tym kimś? Dla mnie odpowiedź była jasna: Alfons. Już przestało mi się to podobać i moim największym życzeniem stało się stąd wyrwać, nie dając po sobie poznać, że się czuję nieswojo.

A bać się zacząłem już po pierwszej odpowiedzi na to pytanie: „Jak się jest samemu na mieszkaniu, to można co najwyżej dostać w łeb”

Nie precyzowała wprawdzie, czy ofiarą tak niegodziwego postępku miałaby być prostytutka, czy jej klient, ale z toku jej dalszej, dziwnej wypowiedzi, wynikało, że jednak ta pierwsza, co w zaistniałej sytuacji tylko trochę podniosło mnie na duchu. Tymczasem ona kontynuowała dalej swoje makabryczne wynurzenia, z których przytaczam poniżej kilka w takiej formie w jakiej je zapamiętałem:

„Czy wiesz, że rocznie klienci mordują 2000 prostytutek?” (Chodziło tylko o Polskę).

„W lubelskiem grasował maniak, który zabił 450 prostytutek, a ich ciała poćwiartował”

„Złapali jednego faceta za gwałt, a potem okazało się, że zabił 3000 prostytutek”.

„W Ameryce aresztowali faceta, który zabił 150 prostytutek i wszystkim poobcinał głowy.”

„Pracowałam kiedyś w … (miasto na Pomorzu), w klubie o nazwie X, weszłam do pokoju, w którym inna dziewczyna przyjmowała klienta i zobaczyłam ją martwą, z odkrojoną głową, piersiami nabitymi na kije i wycięta łechtaczką… Na szczęście policja aresztowała klienta”

Pojawiło się jeszcze kilka podobnych opisów, będących w moim przekonaniu urojeniami chorej głowy.

W pewnej chwili panna oświadczyła, że do jutra musi uzbierać 1200 zł. a klientów jak na lekarstwo. Spoglądała przy tym coraz częściej w stronę częściowo przeszklonych drzwi prowadzących na korytarz.

Uznałem, że należy się ewakuować, póki zęby mam jeszcze w komplecie, ubrałem się ekspresowo, podziękowałem najpiękniej, jak umiałem (zastrzeżeń co do usługi, jak wynika z mojej recenzji mogłem mieć sporo, ale przecież nie będę zaczynał z laską, której stan psychiczny budzi poważne wątpliwości, a za ścianą siedzi tajemniczy ktoś) i wyszedłem.

Tak więc moje (z założenia) ostatnie dziwkarskie spotkanie zakończyło się totalna wtopą, a przy tym pierwszym w życiu (mam 32 lata) totalnym atakiem impotencji.

Punktacja:

Ustawka: 9 / 10

Lokal: 9 / 10

Łazienka: 8 / 10

Uroda panny: 1 / 10

Higiena: 0(!) / 10

FWG: 4 / 10

Seks: 0 / 10 (Smród!)

Atmosfera: 3 / 10 (Byłoby więcej, gdyby nie makabryczne opowieści, bo ogólnie diva się stara)

Ogólne wrażenie: 1 / 10

 

Nie polecam nikomu, ale nie chcę też kategorycznie odradzać. Urodę dziewczyny oceniłem według mojego uznania, ale przecież każdemu może podobać się co innego. Reasumując uznaje spotkanie za skrajnie nieudane, ze względu na chore urojenia panny i snucie makabrycznych wizji, których wysłuchanie wywoływało u mnie ciarki na plecach i poczucie zagrożenia własnego bezpieczeństwa.

Pewnie wielu Szwagrów uzna mnie za panikarza – może i tak jest, ale myślę, że niejeden z was wymiękłby po wysłuchaniu tego, co ja usłyszałem. A jeśli nie, zwracam honor.

Na koniec jeszcze dwa pozostałe anonse panny:

https://www.roksa.pl...se/pokaz/350743

https://www.roksa.pl...se/pokaz/350735

Tak więc tym mało optymistycznym akcentem, zakładam, że kończę moją działalność na niniejszym portalu. Zdaję sobie sprawę, że niewiele tu dotychczas zdziałałem i nie zaliczałem się do szczególnie aktywnych „członków” (jak to brzmi), ale mimo to chciałbym, aby moje (nieliczne wprawdzie) recenzje pozostały dla potomności, zwłaszcza, że opisywane przeze mnie panny w dużej większości kwalifikowały się na plus.

A jeśli pojawią się na forum kolejne moje recenzje, to znaczy, że moje prywatne plany życiowe wzięły w łeb… I ciągnę z Wami dalej ten wózek…



R E K L A M A

#2
darasdaras69
Re: Klaudia 505-531-610 505-578-176

darasdaras69

    Stary wyjadacz

  • +users
  • 344 postów
  • Dołączył: 02-10-2012
  • Płeć:Facet

Panna znów w Pz na Piątkowie  pozostałe linki do ogłoszeń

100 za 100 na 100% http://www.roksa.pl/...se/pokaz/357385

Smerfetka anal 100h http://www.roksa.pl/...se/pokaz/449190


Użytkownik darasdaras69 edytował ten post 22 lipiec 2017 - 10:34


#3
darasdaras69
Re: Klaudia 505-531-610 505-578-176

darasdaras69

    Stary wyjadacz

  • +users
  • 344 postów
  • Dołączył: 02-10-2012
  • Płeć:Facet

najnowsza odsłona Promocja 80 zł http://www.roksa.pl/...se/pokaz/465157



#4
darasdaras69
Re: Klaudia 505-531-610 505-578-176

darasdaras69

    Stary wyjadacz

  • +users
  • 344 postów
  • Dołączył: 02-10-2012
  • Płeć:Facet

Spust na twarz 80 zł http://www.roksa.pl/...se/pokaz/474334

Kocham sex 80 zł http://www.roksa.pl/...se/pokaz/474338 tel bez zmian 505-578-176






Krawcowa XXL Lublin - Ubrania dla puszystych