Skocz do zawartości

Close Open
Close Open




Zdjęcie
* * * * * 1 głosów

Moralność dziwkarza, czyli rozważania o wartościach.

Napisane przez zimnokrwisty , 12 marzec 2019 · 1158 Wyświetleń

Na wstępie napiszę kilka wartości i prawd, które wpajała mi matka od dzieciństwa. 
Najważniejszą zawsze była: 
NIE CZYŃ DRUGIEMU, CO TOBIE NIE MIŁE!
Do tego staram się stosować zawsze, choć nie zawsze mi się udaje.
Kolejne to były. 
WSTYD TO KRAŚĆ I Z DUPY SPAŚĆ. 
Tutaj się przyznam, że jako dziecko nigdy nie rozumiałem tego powiedzenia prawidłowo. Zdawało mi się niegramatyczne, bo byłem przekonany, że chodzi o upadek na 4 litery i dlaczego tam jest:  "Z ... spaść", zamiast: "NA ... spaść", to nie rozumiałem. Jeszcze później myślałem że chodzi o to, że ktoś siedział na tyłku i spadł (np z krzesła).  O tym że chodzi o to że ktoś spada w trakcie bzykania z kobiety, dowiedziałem się już jako dorosły człowiek. 
No ale nie o tym teraz mowa. 
Te dwa przysłowia, czy może bardziej powiedzenia nauczyły mnie jednego: Nie wolno kraść!! Przyswoiłem sobie tak bardzo, że aż do piątej klasy podstawówki nie wiedziałem o kradzieży w ogóle. 
W piątej klasie podstawówki postawiłem rower przed salonem gier komputerowych i o nim zapomniałem. Mama wygoniła mnie po rower , ale kiedy po niego wróciłem już go nie było. 
To było moje pierwsze w życiu zetknięcie z kradzieżą i był to dla mnie ogromny szok. No jak człowiek mógł wziąć sobie coś, co nie należy do niego?  
To tak, jakby dzisiaj pieszy szedł ulicą,  podszedłby do staruszki o kulach, przewróciłby ja na chodnik i zaczął ja kopać. Takie rzeczy po prostu się nie zdarzają i nikt tego nie zrobi. Nikomu to nawet nie przyjdzie do głowy, poza może ludźmi chorymi psychicznie, ale nawet gdyby ktoś coś takiego zrobił, to powstrzymaliby go przechodnie.  Takim samym szokiem była wtedy kradzież. W mojej podstawówce największym wstydem było pożyczyć od kolegi 50zł na oranżadę w woreczku i na drugi dzień nie przynieś pieniędzy i nie oddać. Raz zapomniałem i koledzy na przerwach wytykali mnie palcami. Musiałem iść na przerwie do domu, wziąć te 50zł i oddać koledze, bo paliłem się ze wstydu na każdej przerwie.   I tak mi zostało do dzisiaj. ja się wstydzę nie oddawać pieniędzy i między innymi dlatego nie mam problemu z ich pożyczaniem.  Dzisiaj w czasach kart płatniczych, to już nie taki problem i już w zasadzie nie trzeba pożyczać, ale jeszcze kilka lat temu zdarzało mi się. I jakie było moje zdziwienie, gdy na hasło : Pożycz mi XX zł, człowiek mi odpowiadał: Nie mam!
Jak to: NIE MAM!?  Później życie nauczyło mnie odpowiadać tak samo i zastanawiałem się, co się stało z tymi ludźmi. 
Pieniądz stał się wartością samą w sobie. 
Dzisiaj zostawisz otwarte auto czy mieszkanie i coś zginie, to 90% komentujących nie potępi złodzieja, tylko potępi FRAJERA, który zapomniał zamknąć. 
Gdzie tu logika?! Jeden popełnił błąd przez zapomnienie, czy nieostrożność, a drugi popełnił przestępstwo kradzieży w której celu musiał wejść na teren cudzej własności i to ten drugi jest w oczach społeczeństwa usprawiedliwiony. Do końca życia tego nie zrozumiem. 
 
W 2002 roku kupiłem rower. Postawiłem przed sklepem i kiedy wyszedłem ze sklepu, poszedłem do domu pieszo. Kupiłem drugi, ale ten drugi miał już dwa zapięcia. Nie ma głupich. No ale złość po stracie pierwszego roweru nie opadła bez tragedii. Nie obeszło się bez ludzkiej krzywdy i do dzisiaj mam nadzieję, że krzywda spotkała prawdziwego złodzieja, a nie jakiegoś przypadkowego złodziejaszka. 
Odpowiedzcie sobie na pytanie. Co robi 20 letni człowiek, kiedy kupi coś sobie na raty za równowartość kilku jego pensji, a złodziej mu to kradnie? Mści się na złodziejach. 
I zemściliśmy się. 
Plan był prosty. Ja podjeżdżam pod sklep, opieram rower i wchodzę do środka, a oni z daleka na swoich rowerach obserwują dyskretnie mój. Złodziej go zabiera i odjeżdża, a oni jadą na swoich rowerach za nim, bez zwracania na siebie uwagi. Kiedy dojeżdżają do ustronnego miejsca, gdzie nie ma świadków zrzucają go z rowerka i biją bez litości. Nazywaliśmy to wyrywaniem chwastów. 
Pierwszy sklep i nic. Drugi sklep w innej dzielnicy i nic. Cały dzień ustawiania nowego rowerka pod sklepami i nikt go nie wziął.  Na drugi dzień kontynuacja, tyle że zmodyfikowaliśmy plan. Kolega stawia mój nowy rower przed sklepem, a ja jestem jednym z czajki. Gdyż to ja chciałem bić złodzieja, a nie czekać aż wrócą. 
Drugi dzień i znowu nic. Jak na złość uczciwe społeczeństwo. 
Trzeciego dnia trafił się złodziej. Wsiadł na rower i popędził między bloki. My za nim, ale tak, żeby nie widział że go gonimy. Wjechał w park ścieżką prowadzącą nad rzekę i tam go dopadliśmy. Dogoniłem go i podczas wyprzedzania popchnąłem go tak, że wjechał rowerem w ławkę. Rower stanął w miejscu, a on zrobił salto przez kierownicę i wylądował za ławką. Skoczyliśmy na niego we czterech i kopaliśmy go po głowie, nerkach, nogach i przestaliśmy, kiedy wypluł na trawnik zęby.  Wsiedliśmy na rowery i odjechaliśmy, z tym że ja jadąc na jednym prowadziłem drugi rower.  Wieczorem przyszedł strach. No bo jak chwasta zabiliśmy, to policja do nas trafi. Kolega pocieszał mnie, że nie zabiliśmy. Dostał łomot, wypluł zęba lub dwa. Ma kilka siniaków i na pewno nie poszedł na policję.  
I chyba nie poszedł . Minęło ponad 15 llat, a my żadnych nieprzyjemności z tym związanych nie mieliśmy. 
 
Jednak od tamtej pory taką samą nienawiścią pałam do wszelkiej maści złodziei, oszustów, kombinatorów i cwaniaczków. 
Kiedy zepsuła mi się karta graficzna i mogłem ją sprzedać do jakiegoś serwisu za 100zł, to nie zrobiłem tego z obawy przed tym, że serwis ją naprawi i sprzeda komuś jako dobrą i sprawną. Ktoś natnie się na minę i kupi okazyjnie szrota, jako używaną i sprawną. Przecież to nie prawda, bo ona miała przegrzane luty, które puściły i trwałości już nigdy nie odzyska. Zrezygnowałem ze 100zł zysku, żeby komuś przypadkiem nie została podstawiona taka pułapka. 
Kartę kupiłem nową, a starą doszczętnie połamałem i wyrzuciłem do śmieci. 
Zawsze jak coś kupuję, to się kilka razy upewniam, czy ay nie jest kradzione, a używanych rzeczy nie kupuję wcale i nigdy. Kupując coś na tzw. targu , nigdy nie ma się pewności czy jest nie kradzione. Rowery, komputery, telefony, a nawet części do starego auta zawsze kupuję w sklepach. Zawsze. Taki mam lęk przed zakupem czegoś kradzionego. Wyznaję prostą zasadę, że gdyby na kradzione nie było popytu, to i podaż by zmalała. 
 
Wracając do pożyczania pieniędzy. Zapytał mnie znajomy z widzenia, czy nie mam pożyczyć 20zł.  Mieszka niedaleko mojej mamy i odwiedzając mamę często go widzę przed sklepem, więc mu dałem. 20 zł. Śmieszna suma i nawet nie musi śpieszyć się z oddawaniem.  Mama w domu powiedziała mi, że mu te 20 zł dałem, a nie pożyczyłem. Zdziwiłem się i rzeczywiście nie oddał. Kiedy się po raz trzeci zapytałem, jak to jest że ma na piwo a nie ma oddać, to mnie poinformował, że jeśli będę się upominał to mi wieczorem samochód porysuje z kolegami. Lumpy się zaśmiały i tyle. 
I co teraz. 
Iść na policję o 20zł? Śmieszne. 
A co jeśli naprawdę porysują mi auto?  
Auto niby nie drogie. Już kilkuletnie, ale ładne i nie chcę mieć porysowanego, czy wybitej szyby. No ale przecież nie będę go pilnował 24h dobę. A taki lump, nawet złapany na gorącym uczynku i za rękę nie ma nic. Nocuje chwast u matki, ma 40 lat, a organizm zniszczony jakby miał 80lat i jedynym jego majątkiem jest wózek, którym wozi złom do skupu. Rano zbiera po śmietnikach puszki, przed południem wiezie na skup złomu, a po południu ma na piwko. I tak wygląda całe jego życie. 
I jak wycenić życie takiego chwasta, a zagrożenie że zniszczy mi auto warte ok 80 000zł całkiem realne. I zero szans na pokrycie strat. 
Miałem dwie możliwości. 
PIERWSZA:
Powyrywać te chwasty i utopić w jakiejś sadzawce w nadziei, ze nikt nigdy nie znajdzie zwłok, czym przysłużyłbym się społeczeństwu ogólnie. 
DRUGA: 
Idąc do sklepu zapytałem głośno: Panowie, macie ochotę na jakieś lepsze piwko? Zamruczeli, że oczywiście i kupiłem im po trzy butelki tych droższych piw. Szefuńciu, szefuńciu , dziękujemy, takiego jeszcze nie piliśmy, porządny z szefuńcia człowiek. 
Ot kupiłem ich wszystkich za niecałe 50zł.  Ot tamtej pory kłaniają mi się z daleka, mówią: Dzień dobry, a jak inny żul pchał wózek za blisko mojego samochodu i wydawało im się, że może mi zarysować, to na niego skoczyli i chcieli go bić. Za to oczywiście znów przyniosłem im po trzy piwka. 
 
Choć szczerze mówiąc wolałbym ich zakopać w ogródku, niż poić piwskiem takich nierobów.  Nienawidzę ich! Jak znajomy szukał ludzi, żeby u jego mamy taczka węgiel zwieźć do piwnicy, to poszedłem do nich i powiedziałem że będą mieli okazję zarobić. Trzeba węgiel na taczkę ładować, taczką do okienka i do piwnicy wsypać, to się na mnie obrazili. Oni mają pracować??!! Taczką??!! Łopatą, jak jakieś robole??!! Pomyślałem sobie wtedy, że przydałby się na takich SS-man z pistoletem w kaburze. Pierwszego by zastrzelił, a reszta by już wiedziała jak pracować. 
 
Kolejną moją zasadą, jest już zasada wyrobiona na drodze. Kiedy jade samochodem i ktoś mnie pogania światłami... ZAWSZE ZWALNIAM. ZAWSZE!! A kiedy zatrąbi..... ZAWSZE GWAŁTOWNIE HAMUJĘ!! 
Wyjątkiem jest autostrada. Tam zjeżdżam na prawy i jak się komuś spieszy to niech jedzie. 
Jednak jadę jedną z wrocławskich ulic. Niedziela, godzina 19:00. Chodniki po obu stronach drogi zastawione samochodami, bo przy tej ulicy jest kościół i ludzie są na mszy. Mało tego. O tej godzinie właśnie wychodzą z kościoła. Jest ciemno, po obu stronach gęsto zaparkowane auta, przejścia dla pieszych na tym odcinku są dwa, a chodniki pełne ludzi. Ograniczenie jest do 50 km/h. Na wszelki wypadek jadę 40 i przed samym przejściem jeszcze położyłem stope na hamulcu i choć nie hamowałem, to światła STOP musiały się zaświecić. Mistrzuniowi w BMW za mną tego było już za wiele. Nie dość że na 50 jechałem 40, to jeszcze hamowałem, wiec wcisnął klakson. Na dźwięk klaksonu zareagowałem odruchowo i błyskawicznie. Stanąłem w miejscu, a że akcja działa się, gdy dojeżdżałem do przejścia (bo przecież z tego powodu położyłem nogę na hamulcu), to stanąłem w miejscu przed przejściem. Tego się nie spodziewał, a może nie widział przejścia, więc ledwie za mną wyhamował. Stanął za mną i trąbi, ale w tym czasie ktoś pomyślał, że stanąłem żeby przeszedł i ludzie zaczęli przechodzić.  Oni myśleli że ja stanąłem żeby przepuścić pieszych, a on na mnie trąbi i zaczęła się kłótnia. Gdy ja odjeżdżałem to ludzie już prawie wyciągnęli go z BMW. 
Inny młodzian jechał za mną i zatrąbił zupełnie bez sensu. Bez sensu, bo jechałem prawym pasem jakieś 45km/h, ktoś mnie wyprzedzał chyba z prędkością 50km/h i temu z tyłu było za wolno. No ale nie zatrąbił i nie zamrugał na tego po lewej, tylko mrugał długimi i trąbił na mnie. W mieście, na ulicy, gdzie po mojej prawej był co chwilę jakiś zjazd na posesję, lub do firm. Zatrąbił, zamrugał a ja, jak to ma we zwyczaju stanąłem w miejscu. Żeby we mnie nie uderzyć skręcił w prawo i walnął kołem w krawężnik. W bardzo wysoki krawężnik. Kiedy ja odjeżdżałem on już oglądał zgniecioną felgę i nikt mu nie współczuł nawet. Nikt się nie zatrzymał, żeby zapytać co mu się przytrafiło. Jechał od dłuższego czasu zygzakiem i wyprzedzał raz z prawej, raz z lewej i strasznie mu się spieszyło. Nie na mnie pierwszego zatrąbił, ale ja pierwszy mu stanąłem dęba w miejscu. SIę młodzik zdziwił. Tatuś kupił samochodzik, to i tatuś zapłaci za naprawę felgi i opony. Miałem tylko nadzieję, że urwało się coś jeszcze i że to nie tylko koło. 
 
Tak więc z jednej strony stosuję zasadę: Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Nie kradnę, nie oszukuję, staram się być zawsze i dla wszystkich miły, a z drugiej strony potrafię być złośliwy i chodzić na divy, co za wiele z moralnością wspólnego nie ma. 
Jest jeszcze coś czego szczerze nienawidzę i za co się mszczę w sposób nieraz okrutny, ale o tym nie napiszę. 



Świetna historia,przeczytałem całość...czekam jednak na kontynuacje czego tak nienawidzisz...

Pozdrawiam i zazdroszczę takiej "weny twórczej":D


R E K L A M A



Krawcowa XXL Lublin - Ubrania dla puszystych