Skocz do zawartości

Close Open
Close Open




Zdjęcie
* * * * * 1 głosów

Do czegoś się wam przyznam. Do swojej słabości... ale zanim....

Napisane przez zimnokrwisty , 17 styczeń 2019 · 1299 Wyświetleń

Zanim to uczynię, postaram się w miarę wiernie zacytować słowa, które odmieniły moje zycie. 
A brzmią one tak :
Kto przyjmuje HAŃBĘ żeby uniknąć WOJNY, będzie miał i JEDNO i DRUGIE. 
Te słowa wypowiedział Winston Churchill do ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Chamberlaina, po tym , jak ten wrócił z Berlina wymachując papierowym świstkie i krzycząc : "Przywiozłem wam pokój" . 
Oczywiście Lord Winston nie był tak naiwny i wiedział, że wojna wybuchnie, a HAŃBA jaką przyjął na siebię Chamberlain była bezowocna i nic nie dała. 
 
Jak to się ma do mojego zycia?
W szkole podstawowej byłem tchórzem. 
Chłopcy zawsze się bili, a ja byłem tym który bić się bał. I zawsze za to obrywałem. 
Kiedy ci najsilniejsi w klasie mieli akurat ochotę kogoś zgnębić, kopnąć, popchnąć lub uderzyć wybierali Łukasza, albo mnie.  Kiedy nie było w szkole Łukasza, bili mnie. 
 
Mało tego. Byłem na tyle głupi że kiedy bili Łukasza,  pomagałem im licząc na to, że skupią się na nim i mnie sie nie oberwie. Obrywałem i tak, pod pretekstem obrony Łukasza przede mną. 
 
To było błędne koło, którego nie potrafiłem zatrzymać. Byłem sprawny fizycznie. W szkole podstawowej jako jedyny na WF robiłem szpagat i podciągałem się na drążku do pozycji siedzącej, czyli tzw. WYMYK, ale jednocześnie w duszy byłem tchórzem.   Robiłem wszystko i zgadzałem się na wszystko, żeby tylko dali mi spokój.  Ustępowałem we wszystkim, żeby tylko nie zwracano na mnie uwagi. Po części wiązało się to z moją ogromna nieśmiałością, która mnie o mało nie doprowadziła do samobójstwa, ale o tym napisze innym razem. Było to nieśmiałość podciągnięta do granic absurdu.  Kiedy pani zechciała przeczytać moją prace domową na głos przed całą klasą, potrafiłem wybiec z klasy z płaczem i wstydziłem się w szkole pokazać przez kilka dni. Balem się wstydu, upokorzenia i bycia w centrum uwagi bardziej, niż bólu fizycznego i siniaków. Wolałem uciec do szkolnej toalety i tam po cichu dostać łomot, niż byc poniewieranym na oczach innych uczniów.  I tak mnie bili do 8 klasy. 
W ósmej klasie w jakiejś książce przeczytałem te słowa. Dotarły do mnie i zrozumiałem że w istocie tak było. Zawsze kiedy chciałem uniknąć problemów, to obrywałem i wpadałem w jeszcze większe problemy. I na nic nie zdawały się ciągłe domowe próby kopnięć w żyrandol, uderzanie głową i pięsciami we framugi. Trenowałem, ale bałem się uderzyć. Uderzę i wtedy dopiero oberwę - tak rozumowałem i nie biłem. 
Po wakacjach wróciłem do ósmej klasy z mocym postanowieniem. Nigdy więcej łez. Nigdy więcej płączy i upokorzeń w szkole. Zaciąłem się w sobie i wmówiłem sobie, że jeśli nie uderzę, zabiją mnie. 
Długo nie czekałem. Już w pierwszym tygodniu najsilniejszy chłopiec w całej szkole (nie klasie, ale szkole) podszedł i walnął mnie w kark. To było tzw. KARCZYCHO, po którym powinienem się skulić i odejść ze spuszczoną głową. Uderzył, wszyscy ryknęli śmiechem i kiedy wszystkie dzieciaki na korytarzu popatrzały na mnie, uderzyłem go z całej siły pięścią między oczy. Zmotywowałem wszystkie siły, bo już widziałem oczami wyobraźni jak dostaje w nos, uśmiecha się i za chwilę leje mnie bez żadnej litości siedząc na mnie na podłodze. Ta wizja dodała mi sił i dostał. Zrobił trzy kroki w tył i złapał się obiema rękami na twarz. Uczniowie zamarli i wstrzymali oddech, a ja zrobiłem dwa kroki w ego stronę i stając pewnie na lewej nodze, kopnąłem z prawej z całej siły. Był wyprostowany i nie dostał czubkiem trampka, tylko sama podeszwą. Poczułem ucisk na pięcie. Dostał piętą w szczękę i nie pomogły ręce, którymi zasłaniał twarz. Nogi oderwały mu się od podłogi i runął jak długi na plecy. 
Szczęki mu nie złamałem. Uderzenie dziecka, to jednak uderzenie dziecka. Buty w szkole mieliśmy miękkie jak kapcie, a i masa nie ta sama co u dorosłego, ale padł na podłogę i o własnych siłach nie wstał. Cała walka, której opisanie zajęło mi kilka minut trwała jakieś 2. może trzy sekundy. Ot uderzenie pięścią i poprawka nogą. Nikt nawet nie zdążył zareagować, a po wszystkim minęło z dwie sekundy zanim koledzy pozbierali szczęki z podłogi. 
On padł, a ja uciekłem do kibla i się popłakałem. Jednak łez tez nie pokazałem. Przemyłem twarz zimną wodą i poszedłem do klasy omijając leżącego cwaniaczka. Nawet nie spojrzałem za nim. 
Wezwano do szkoły rodziców i milicję obywatelską. 
Jakoś się sprawa uciszyła, bo rodzice pobitego wiedzieli ile to razy on sprał mnie. Chwalił się tym w domu. 
Wierzcie mi lub nie, ale w ósmej klasie przestałem chodzić na wagary, polubiłem szkołę, znacznie poprawiłem oceny i nigdy już nie chodziłem po szkole ze spuszczoną głową. I paradoksalnie mniej się biłem. Po prostu już nie musiałem. Wielu uznało że nie ma ze mną szans, a ci którzy ciągle czuli się na siłach nie pobić i mówili że RAZ MI SIĘ UDAŁO, mimo pyskówek i deklaracji nigdy mnie nie zaczepili. 
Ja natomiast, przekonałem się, że lata treningowych uderzeń owiniętymi pięsciami w futrynę dały jakiś efekt i już nie muszę się bać, że jak uderzę to jedynie przeciwnika rozjuszę. Żałowałem tylko tych wszystkich lat bycia leszczem. Szkolnym popychadłem i maskotką do bicia. 
 
Podstawówka sie skończyła i poszedłem do technikum. 
Tam też długo nie czekałem. Jako KOT w pierwszej klasie miałem być nakarmiony WHISKASEM. Karmą dla kotów. Znalazło się trzech kozaków z trzeciej klasy, którzy postanowili upokorzyć kota. Nie musze pisać, kto został upokorzony na oczach wszystkich dziewczyn w szkole. Zagrodzili mi drogę i po prostu się między nimi przepchnąłem odbijając ich barkami, na co jeden odwrócił się i kopnął mnie w plecy. Odwróciłem się do niego i postanowił kopnąć jeszcze raz. Robił to na tyle wolno, że kopnąl mnie w brzuch i złapałem go za nogę. Jak złapałem tak podniosłem. Szybko i wysoko. Oczywiście krzyknął i upadł na podłogę podpierając się rękoma, a ja trzymałem go za stopę i mu ją wykręcałem. Na co doskoczył jego kolega i mnie uderzył w ucho. 
Puściłem noge leżacego, z całej siły kopnąłem w nogi,  tego który mnie uderzył i walnąłem pięścią tego trzeciego, który chyba nie miał zamiaru włączać się do bójki. 
Leżący wstał, ale nie podchodził. Podcięty upadł i nie wstawał, a trzeci poleciał do kibelka trzymając się za nos. 
Rozgoniłem towarzycho i poszedłem na górę. 
Miałem z nimi później jeszcze kilka razy zatargi raz nawet mnie sprali, ale na tym się skończyło. Oni omijali mnie, a ja ich i nikt sbie nie wchodził w drogę. 
Przez całe technikum dostałem lanie dwa razy. Dwa razy! Podczas gdy w czasach mojego tchórzostwa byłem bity średnio dwa razy w tygodniu. 
A jak się odmieniło moje życie. Nie bałem się już odzywać w towarzystwie, nie stałem z boku ze spuszczoną głową i koledzy mnie nie unikali. Zdarzało się, że kiedy na wycieczce szkolnej siedzieli na stołówce, a ja nie siadałem obok nich tylko przy innym stoliku, to przenosili się do mojego stolika. W podstawówce mnie przepędzali.... do ósmej klasy, bo w ósmej już nie. 
Tyle zyskuje tchórz. Przyjmuje hańbę aby uniknąć walki, a otrzymuje i hańbę i walkę. 
Tak oto książki zmieniły moje życie na lepsze. 
 
W dorosłym życiu tez się przydawało, ale już na innym poziomie. Pamiętam jak w pracy (na tych nieszczęsnych praktykach) kiedy przebierałem się w szatni i stałem bez koszulki, podszedł do mnie jakiś młody pracownik i z krzykiem : MŁODY KARCZYCHO" , walnął mnie otwartą dłonią w goły kark. Aż się ugiąłem, ale uśmiechnąłem się i śmiałem się z innymi. 
Zarechotali wszyscy. Młodzi i starzy pracownicy, a nawet ja zaśmiałem się w głos. 
Dosłownie 10 minut później, kiedy ja już się ubrałem, a on zdjął koszulkę, zrobiłem mu dokładnie to samo. Był ode mnie o głowę wyższy i ważył z 15 kg więcej, ale ze śmiechem i okrzykiem: "Kto zaczyna, tego wina", walnąłem go tak samo.  Znów wszyscy zarechotali, a niektórzy bili mi brawo. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i uścisnnał mi rękę. 
Wiedziałem że jemu ..rady bym nie dał, ale : "Kto przyjmuje... (…)"
 
P.S. Bicia głowa i pięścią w futryny, też nauczyłem się z książki. Tyle że tym razem był to Stanisław Grzesiuk w książce: "Boso, ale w ostrogach." 




R E K L A M A



Krawcowa XXL Lublin - Ubrania dla puszystych