Skocz do zawartości


Close Open
Close Open




Zdjęcie
* * * * * 5 głosów

Boski akt zniszczenia

Napisane przez SzuszfolHajklas , 22 grudzień 2016 · 470 Wyświetleń

Jak niewiele wysiłku kosztuje czasami obrócenie czyjegoś życia w koszmar, wystarczy tylko kilka informacji oraz odrobina inwencji i ziarno wątpliwości zostaje zasiane. Pozostaje czekać aż wykiełkuje i bujnie się rozrośnie rozsadzając bezradnością czyjś umysł. Klocek domina został tknięty niemal niezauważalnym ruchem i runął na kolejne. Lawina ruszyła. Co po niej zostanie? Zgliszcza, rany często nie do zagojenia, może śmierć.
 
Znam kilku takich ludzi, czasami obserwuję ich profile na fejsbuku, patrzę jak chełpią się swoim szczęściem – udanym związkiem, dzieckiem, jakąś tam wersją normalności skleconą z zatwierdzonych przez moralną zbiorowość elementów i zawsze gdy patrzę na to wszystko to jakby automatycznie zaczynam się zastanawiać – czy oni zdają sobie sprawę jak bardzo kruche jest to ich szczęście?
Często pewnie nie, wydaje im się, że byli wystarczająco ostrożni a jeśli zdarzyły się im jakieś momenty nadmiernej ufności skutkującej ryzykowną otwartością to zatarli wszystkie ślady.
Tak jest np. z nią – od niedawna szczęśliwą fejsbukową mamą i żoną.
Kim byłem dla niej?
Chyba niczym więcej niż jednym ze sposobów na wyjście z finansowych tarapatów, być może kluczowym, bo pozostałe ciągnęły ją w zdecydowanie inne miejsce niż to, w którym jest teraz. Choć ona raczej nie widziała aż tak wielkiej różnicy między mną a resztą swoich sposobów.
A kim ona była dla mnie?
Ostatecznie okazało się, że kolejnym potwierdzeniem złotej myśli Giacomo Casanovy mówiącej, że kobiety nie da się uwieść wzbudzając w niej poczucie wdzięczności.
 
Niedawno skontaktowała się ze mną po dłuższej przerwie. Po krótkiej kurtuazyjnej wymianie wiadomości przeszła do rzeczy – potrzebowała paru tysięcy. Nie jakaś gardłowa sprawa, ale w jej mniemaniu sporo by ułatwiły. Tym razem miała to być tylko pożyczka. Po krótkim zastanowieniu z jakiegoś powodu doszedłem do wniosku, że wydałem jeszcze za mało pieniędzy żeby ją poznać i „pożyczka” została udzielona. Po miesiącu miała zacząć spłacać, nie zamierzałem domagać się tej spłaty, ale liczyłem na to, że chociaż spróbuje wcisnąć mi jakiś kit. Ona jednak wybrała najprymitywniejszy sposób załatwienia sprawy – postanowiła zapomnieć o długu jaki u mnie zaciągnęła.
Po odczekaniu kilku dni odezwałem się pierwszy. Nie odpowiadała na mojego SMSa. Wiedziałem, że do niej dotarł, oczami wyobraźni widziałem w jakie zakłopotanie ją wprawił, jak zastanawia się czy zignorować go czy jednak odpowiedzieć. Minuty mijały nieubłaganie, później godziny, moje rozczarowanie zaczęło zamieniać się w złość a złość we wściekłość. Ta wściekłość w końcu zaczęła wypalać w mojej wyobraźni jakiś napis, jedno zdanie:
TEN I TEN HOTEL, TA I TA GODZINA, NIE ZAPOMNIJ PRZED PRZYJAZDEM ZROBIĆ SOBIE LEWATYWY.
Na końcu miało pojawić się, jak ostatni nokautujący cios, jej nowe nazwisko, nazwisko jej męża.
Poznała go jakieś dwa miesiące przed rozstaniem ze mną. Do rozstania raczej by nie doszło, ale powiódł się jej plan – taktyczne zajście w ciążę, uznała go za odpowiedni materiał na życiowego partnera z paru powodów m.in. również dlatego, że wiedział o niej tylko to co sama mu o sobie powiedziała.
Ciekawe jak bardzo dewastująca byłaby dla niego świadomość, że podczas radosnego, nieskrępowanego gumą okresu prokreowania ze swoją przyszłą żoną jej intymne zakamarki penetrował ktoś jeszcze?
Dziwne jak łatwo, w odpowiednich okolicznościach, przychodzi mi racjonalizowanie czynów, które jeszcze niedawno uznałbym za nieetyczne...
Jednak w końcu odpisała. Jej SMS był radosny, ale sztuczność tej radości boleśnie kłuła w oczy. Wciąż nie wspominałem o długu. Moja wściekłość powoli gasła zmniejszając się w złość a złość wkrótce z powrotem zamieniła się w martwe rozczarowanie. Odpisywała dopóki ja odpisywałem. Moja ostatnia wiadomość nie była pożegnalna.
 
Znowu zastanawiam się, zbliżając na odległość atomu palec do pierwszego klocka domina, czy właściwie postępuję nie popychając go. Przecież prawdopodobnie uczyniłbym ich silniejszymi, w końcu „co Cię nie zabije to Cię wzmocni”, dzięki mnie staliby się szlachetniejsi skoro „cierpienie uszlachetnia”. Właśnie - dzięki mnie i mógłbym ten czyn dopisać do listy swoich zasług, bo „jeśli cierpienie uszlachetnia to zadawanie go musi być cnotą”.
Ale po co mi zasługi skoro nagrody nie będzie, kary zresztą też, jest tylko tu i teraz czyli biologia.
Ich szczęście niewątpliwie ma podłoże biologiczne, bo wszystkie organizmy żywe można podzielić na dwie grupy – surowiec i odpad, i tylko podążenie drogą surowca daje szansę zbliżenia się do szczęścia a nawet zanurzenia się w nim przynajmniej na chwilę.
Tak zdecydowała natura.
 
Jeśli nie wydam plonu to nie obumrę? Widzę w lustrze jak obumieram, na razie tylko drobne objawy – kilka zmarszczek, delikatne przebarwienia, parę siwych włosów. Proces obumierania niewątpliwie rozpoczął się już jakiś czas temu i przyspiesza, zbyt łatwo jest mi wyobrazić sobie kolejne etapy – skóra będzie coraz bardziej przypominać sprany, znoszony strój: niedopasowany, nieestetyczny i nieświeży, zmysły będą tępieć, stawy rdzewieć, oczy blaknąć...
 
Co poczułbym gdyby udało mi się wydać plon? Czy mam prawo go wydać jeśli byłbym w stanie poczuć tylko współczucie? Chyba jednak zbyt wcześnie zadaję sobie to pytanie, najpierw powinienem zastanowić się czy może mi się w ogóle udać wydać ten plon, skoro wartość osobnika jest wprost proporcjonalna do wartości pojedynczej gamety wytwarzanej przez niego a ja nie jestem kobietą, która produkuje ich kilkanaście rocznie lecz mężczyzną tworzącym ich miliardy. Monogamia poniekąd koryguje tą niesprzyjającą mi dysproporcję. Trochę.
 
Coś jednak sprawia, że mimo wszystko podejmuję próby lecz siła, która mnie ku nim popycha najwyraźniej pokrewna jest wierze często towarzyszącej płaczącemu, wierze w to, że gdy skończą mu się łzy to opuści go również rozpacz.
 
Ale w łzach rozpaczy nie ma.
 
Za chwile znowu urodzi się bóg i będzie to czas radości dla tych, którzy nie są świadomi cierpienia jakiego ten bóg doświadczy i dla tych, dla których żadne cierpienie nie jest zbyt wysoką ceną za życie i dla tych, dla których spełnieniem jest bycie etapem odwiecznego cyklu, pogańskiego, logicznego cyklu, w który wkradło się nielogiczne zmartwychwstanie.



Styczeń 2017

N P W Ś C P S
1234567
891011121314
15161718 19 2021
22232425262728
293031    

Ostatnie wpisy

aktywnych użytkowników

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Tagi

    Kategorie



    Krawcowa XXL Lublin - Ubrania dla puszystych